W co my gramy
Właściwie każde losowanie wzbudza wiele emocji i nie jest to wyłącznie Polska specjalność. Globalnie gry liczbowe o ogólnokrajowym zasięgu są bardzo popularną formą rozrywki, a nierzadko dosłownie sporego dochodu.
Gra w lotka jest najbardziej popularną grą liczbową w naszym państwie i co by nie powiedzieć jest również grą hazardową, która potrafi przyciągnąć przed ekrany telewizorów w momencie losowania wiele milionów naszych rodaków, a już kumulacja bije rekordy oglądalności. Nie kobiety i mężczyźni jednak zdają sobie sprawę z faktu że tak naprawdę w czasie losowania powstaje kombinacja liczb i oby szczęśliwa dla nas.
Prawie każdy, kto chociaż raz widział losowanie wie, że losowane są kule, z namalowanymi na nich liczbami, co daje bazę do stosowania skrótu myślowego, iż losowane są po prostu liczby, a właściwie tak nie jest. Również stawiając kreski na kuponie, stawiamy je na liczbach znajdujących się w okienku tego kuponu, wobec czego jesteśmy przekonani, że typujemy liczby, z pewnością te dla nas „szczęśliwe”. Tymczasem tak nie jest, dokonując skreśleń liczb w okienku kuponu wytwarzamy ostatecznie w każdej chwili kombinację liczbową. Kombinację – ponieważ niezależnie od tego, w jakiej kolejności dokonamy skreśleń – są one ostatecznie uporządkowane, gdyż uporządkowane, od najmniejszej do największej, są liczby znajdujące się w okienku.. Jednakże liczby na kulach, które wypadły z bębna maszyny tworzą praktycznie w każdym momencie permutację liczbową, ponieważ wypadają w metodę nieuporządkowany – raz większa, za chwilę mniejsza i znowu jakaś większa. Organizator gry przedstawia natomiast wynik losowania w postaci uporządkowanej, czyli w postaci kombinacji, dlatego także o grach prowadzonych przez Totalizator Sportowy mówimy, że są to gry kombinacyjne.
Filmy – historia powstawania
Film – utwór audiowizualny, składający się ze scen, które z kolei składają się z jednego lub więcej (do kilkudziesięciu) ujęć. Pierwotnie filmy wyświetlano w kinach, współcześnie również w telewizji i za pomocą innych urządzeń, takich jak magnetowidy, odtwarzacz DVD, Blu-ray i komputery. Podstawowy nośnik, na którym jest utrwalany i z którego wyświetla się film to światłoczuła błona fotograficzna 35 mm. Na taśmie filmowej obraz jest zapisany w postaci pojedynczych kadrów, przesuwających się w projektorze kinowym z prędkością 24 klatek na sekundę (w epoce kina niemego było to 16 klatek na sekundę). Coraz rzadziej są stosowane inne szerokości taśmy – 70, 16, 8 mm i super 16 i super 8. Zwłaszcza dla potrzeb telewizji filmy rejestruje się także na nośnikach magnetycznych (Beta SP) i cyfrowych (Beta cyfrowa, DVCAM, High Definition). Większość współczesnych filmów jest udźwiękowiona – to znaczy posiada dźwięk ściśle zsynchronizowany z obrazem. Dawniej popularne były filmy nieme, na których wszystkie teksty pojawiały się w formie napisów. W historii filmu istniało kilka momentów przełomowych. Pierwszym z ważniejszych była wprowadzena muzyka mp3, później koloru, różnych formatów ekranów (np. ekran panoramiczny – cinemascope), filmów trójwymiarowych (zob. IMAX), dźwięku stereofonicznego (Dolby Stereo). W dzisiejszych czasach za pomocą internetu każdy z nas może wrzucić do sieci np. śmieszne filmy. Jednym z ostatnich przełomów było pojawienie się technologii cyfrowej zarówno przy efektach inscenizacyjnych jak i przy rejestracji obrazu (High Definition). Dotyczy to szczególnie filmu animowanego, gdzie coraz powszechniejsza jest animacja 3D imitująca przestrzeń trójwymiarową (zobacz np. Final Fantasy – realistyczną animację 3D, imitującą film aktorski).
Co dalej z totalizatorem
Tajemnic nowej, ponoć już omal gotowej strategii, zarząd Totalizatora strzeże na razie niczym dziewica cnoty. Przyciskany do muru rzecznik powtarza tylko to, co słyszymy od lat: osią strategii ma być odmłodzenie klienteli, planowane jest wejście do Globalnej sieci, pojawią się nowe gry i zdrapki. Nieprosto o bardziej oczywiste kierunki rozwoju, skoro grono graczy w lotto konsekwentnie się starzeje, a drożejące zakłady prócz tego je przerzedzą. Młodszych i dynamicznych Mieszkańców Polski, przeważnie łączących hazard z rozrywką i szukających adrenaliny, trudno będzie kusić wyprawą do kolektury, wypełnieniem kuponu i oczekiwaniem na wieczorne losowanie. Wchodząc w sieć, spółka posiada więc szansę wykorzystać zmiany na rynku, które przyniesie rozpoczęcie administracyjnej walki z działającymi z za granic operatorami gier i kasyn w globalnej sieci Internet.
Walka o przekształcenie wizerunku i przyciągnięcie młodszych graczy nie będzie łatwa. Wręcz przy atrakcyjniejszej formule telewizyjnych losowań Totalizatora, o których oprawę posiada zadbać holenderska firma Endemol, organizując raz na 30 dni show z udziałem gwiazd, wzorowanych na programach BBC. Symptomatyczne, że nasi główni nadawcy telewizyjni nie bardzo wierzą w powrót przed telewizory graczy lotto. Ich cyfra spadła w ciągu ostatnich lat o ponad pół miliona – do około 1,7 mln – co oznacza znacznie mniejszą widownię losowań niż innych programów nadawanych w porze największej oglądalności. Taka jest cena dryfowania Totalizatora. Bez jasnej strategii rozwoju, z wiarą w szczęśliwy los monopolisty. W tej chwili kuszenie losu będzie kosztować znacznie drożej, bez żadnej gwarancji rozbicia rynkowej puli.
Magia totolotka
Od lat słowo „kumulacja” podbija tętno naszym rodzimym graczom w totolotka, stało się również ulubionym, a nawet nawet magicznym dla wszystkich zarządów totalizatora. Przyjrzyjmy się więc: jak to faktycznie jest z tymi kumulacjami? Totolotkowych graczy można z grubsza podzielić na dwie grupy: „żelazny elektorat” i graczy mniej, albo bardziej okazjonalnych. Pierwsi są już uzależnieni, biorą udział praktycznie w każdej edycji gry, niemniej jednak miesięcznie inwestują w nią przeważnie stałą, określoną gotówkę. Gdyby grali tylko oni, to z każdej edycji gry Totalizator miałby również stałe przychody. Gracze drugiej grupy muszą posiadać ekstra zachętę – przykładowo. wielkie pieniądze do wygrania, chociaż nie w każdej chwili i nie tylko; w większości wypadków jest to jakiś inny powód, jakaś przeżycie w życiu prowokujące do odwiedzin kolektury. Wszyscy ludzie gracze rzadko dołączają do „żelaznego elektoratu” – w zdecydowanej większości przypadków wówczas, gdy trafi się im większa wygrana, zachęcająca do systematyczności. Jakąś część z nich pewnie dałaby się namówić na regularność, poprzez zainteresowanie różnymi sposobami gry i widokami na nadchodzące lata zwiększenia w niej szans. Ale raczej urzędnicy, niż biznesmeni zasiadający nadal w zarządach korporacji lub nie dostrzegają tej możliwości, lub też ją lekceważą – myślę zresztą, że intelektualnie byłaby to dla nich zdecydowanie za trudna sztuka.
Po wyedytowaniu ustrojowej, kiedy to Totalizator przestał być traktowany ideologicznie (informacja dla młodzieży: w PRL-u maksymalna wygrana nie mogła być większa, niż 1 milion złotych) i zaczął mieć obowiązek jak największego zasilania budżetu, a na dodatek pojawiła się zrazu słaba, ale już jakaś konkurencja hazardowa, konieczne stało się powalczenie o obroty Korporacji – a więc głównie o graczy okazjonalnych. Ze 100% pewnością w pierwszej kolejności sięgnięto (i sięga się nieustająco) do reklamy (pamiętacie hasło: „Miliard w sobotę, miliard w środę”?). Niemniej jednak już bodaj w 1997 roku, ówczesny prezes Władysław Jamroży – ten sam, od afery w PZU, idąc dalej i wzorując się na zagranicy zrobił rzecz bardzo pożyteczną dla Totalizatora – zmienił tak regulamin Dużego Lotka, że w razie nie trafienia poprzez graczy „szóstki”, pula głównej wygranej z tej edycji powiększała pulę, czyli kumulowała się w głównej wygranej następnej edycji. Omal równocześnie zrobił rzecz niestety mniej pożyteczną dla graczy – podniósł cenę zakładu co zrobiono też ostatnimi czasy, podwyżka miała i spowodowała zmniejszenie ilości zawieranych zakładów, co przełożyło się na główne wygrane – ich ilość zmniejszyła się proporcjonalnie, często zatem zdarzały się edycje bez trafionej „szóstki” i w związku z tym większa, skumulowana pula w kolejnej edycji gry. Póki co mamy znów podwyżkę, niemniej jednak trzeba widzieć i pozytywy, a mianowicie edycję nazwy.
No to do kolektur drodzy Rodacy znów „kumulacja”.
Co dalej z totalizatorem
Tajemnic nowej, ponoć już prawie że gotowej strategii, zarząd Totalizatora strzeże na razie niczym dziewica cnoty. Przyciskany do muru rzecznik powtarza tylko to, co słyszymy od lat: osią strategii posiada być odmłodzenie klienteli, planowane jest wejście do Internetu, pojawią się nowe gry i zdrapki. Nieprosto o bardziej oczywiste kierunki rozwoju, skoro grono graczy w lotto konsekwentnie się starzeje, a drożejące zakłady co więcej je przerzedzą. Młodszych i dynamicznych Mieszkańców Polski, zazwyczaj łączących hazard z rozrywką i szukających adrenaliny, bardzo trudno będzie kusić wyprawą do kolektury, wypełnieniem kuponu i oczekiwaniem na wieczorne losowanie. Wchodząc w sieć, spółka ma zatem szansę wykorzystać zmiany na rynku, które przyniesie rozpoczęcie administracyjnej walki z działającymi z zagranicy operatorami gier i kasyn w globalnej sieci Internet.
Walka o modyfikację wizerunku i przyciągnięcie młodszych graczy nie będzie łatwa. Dosłownie przy atrakcyjniejszej formule telewizyjnych losowań Totalizatora, o których oprawę posiada zadbać holenderska firma Endemol, organizując raz na 30 dni show z udziałem gwiazd, wzorowanych na programach BBC. Symptomatyczne, że nasi główni nadawcy telewizyjni nie bardzo wierzą w powrót przed telewizory graczy lotto. Ich liczba spadła w ciągu ostatnich lat o ponad pół miliona – do około 1,7 mln – co oznacza znacznie mniejszą widownię losowań niż innych programów nadawanych w porze największej oglądalności. Taka jest cena dryfowania Totalizatora. Bez jasnej strategii rozwoju, z wiarą w szczęśliwy los monopolisty. Teraz kuszenie losu będzie kosztować znacznie drożej, bez żadnej gwarancji rozbicia rynkowej puli.
System = fikcja?
By wyszukać skuteczny system do gier losowych (multilotek, ruletka i tym podobne.) to zajęcie, któremu niestrudzenie oddają się pełne rzesze osób, marzących o dużych i łatwych pieniądzach. Wystarczy w dowolnej wyszukiwarce wpisać hasło “systemy lotto” by przekonać się, jak popularny jest to zagadnienie.
Opiszę w tym artykule pewien eksperyment oparty na multilotku, który przeprowadziłem wiele lat temu i którego wyniki dobitnie pokazują, że wyszukiwania skutecznych systemów do gier losowych nie mają najmniejszego sensu. Trafiłem kiedyś na program komputerowy, który mając dostęp do kompletnej bazy rezultatów losowań historycznych multilotka, poszukiwał działających reguł występowania określonych liczb w jak najdłuższych okresach. W pewnej chwili program wykrył regułę, która dla jednej z liczb sprawdzała się niezmiennie poprzez cały czas istnienia multilotka! (ponieważ eksperyment ten przeprowadzałem kilka lat temu, nie pamiętam już, jakiej liczby dotyczył – dla opisu przyjmę, że to cyfra 7).
Otóż program podzielił wszystkie chronologicznie ułożone wyniki losowań historycznych na równe okresy, z których właściwie każdy zawierał 12 kolejnych losowań – i wykrył, że w każdym z tych okresów (poprzez nieustająco obecności multilotka) cyfra 7 została wylosowana przynajmniej raz. A ponieważ kończył się w tej chwili kolejny okres (było już 11 losowań, a ostatnie w panującym okresie miało być dnia jutrzejszego) i podczas tych 11 ostatnich losowań nie padła jeszcze cyfra 7, to oznaczało, że w dniu jutrzejszym MUSI być wylosowana liczba 7, aby reguła, która sprawdzała się niezmiennie od samych podstaw istnienia multilotka, nie została złamana!W żargonie graczy był to tak zwany pewniak, ale pewniak wyjątkowy, o którym wielu tylko śniło, bo za jego wytypowaniem stała reguła, która sprawdzała się od początku istnienia multilotka i jeszcze nigdy nie została złamana!
Jak myślisz drogi czytelniku, czy w kolejnym losowaniu padła liczba 7?NIE. Nie padła. Człowiek, który wierzy w skuteczność systemów do gier stylu lotto będzie się pewnie bronić zawzięcie, że lub program zawierał błąd, albo baza rezultatów losowań historycznych była przekłamana itp. Rozumiem to, bo bardzo trudno jest rezygnować z marzeń.
Czy grasz w totolotka
Na 1szy rzut oka to co tu napiszę wydaje się dziwne, niemniej jednak jak dobrze wszystko przemyślimy to wydaje się bardzo logiczne , że to, jakie są nasze szanse w ciągu tygodnia, miesiąca, czy roku zupełnie nie zależy od ilości losowań – zależy tylko i jedynie od ilości zawartych w tym czasie zakładów. Matematycznie posiadamy z dużą uwagą taką samą szansę trafienia, o ile zagramy 1 zakładem w 155 edycjach gry w roku, czy też zawrzemy 155 zakładów na wyłącznie jedną przekształcenie Lotka, w ciągu tego samego roku. Jeżeli już graliśmy dotychczas regularnie powiedzmy 10 zakładami w każdej edycji gry, zawierając w miesiącu razem 90 zakładów, to po wprowadzeniu trzeciego losowania cały czas grając regularnie 10 zakładami zawrzemy w miesiącu 130 zakładów (z całą pewnością za większe pieniądze). I tylko z tego powodu, z powodu tych dodatkowych 40 zawartych zakładów mamy 40 dodatkowych szans – a nie z powodu dodanego trzeciego losowania. Jeżeli już jednakże trzymając się zasady „stałego portfela” zmniejszymy jednorazową ilość zawieranych zakładów do 7 tak, żeby grając 13 razy w miesiącu płacić (omal) tyle samo co wcześniej, to pomimo trzech losowań cały czas będziemy mieć tylko 91 szans na wygraną (7 razy 13 równa się 91), czyli (niemal) tyle samo, jak dużo przed zmianą ilości losowań. Nie zmienia to jednak faktu, że niemało osób na to się nabierze, wierząc, że przy nawet zmniejszonej, jednorazowej ilości zawieranych zakładów, dzięki trzem losowaniom w tygodniu posiadają więcej szans i dopiero praktyka wyprowadzi ich z błędu. Zwiększenie ilości edycji w tygodniu może mimo wszystko zwiększyć nieco obroty, nie z powodu przekształceń w mechanizmie kumulacyjnym, bo na to wprowadzona zmiana nie zadziała (tak, jak sobie wyobraża Zarząd), wyłącznie z tego powodu, że jest tych edycji po prostu więcej. Z drugiej strony powinno się jednakże pamiętać, że Lotek i inne gry liczbowe, to jednak właśnie gry, czyli zabawa, rozrywka. Informacja o kumulacji musi mieć czas dotrzeć do graczy, którzy wszakże posiadają na głowie swoje codzienne sprawy i problemy i nie muszą koncentrować uwagi jedynie na totolotku. Tymczasem udział w zwiększonej ilości edycji gry wymaga od graczy większego zdyscyplinowania, z powodu krótszego czasu na zawarcie zakładów. Trzeba też pamiętać, że większa częstotliwość edycji gry z kumulacją, to również dalsze i szybsze spowszednienie tej atrakcji, w pewnym sensie dewaluacja, a większa częstotliwość edycji gry w ogóle skłania do lekkiego traktowania terminów losowań – przyjęcia postawy: „zapomniałem zagrać aktualnie – no to zagram jutro”.
Wniosek z tego wszystkiego musi być niestety bardzo krytyczny: obsesyjna nawet polityka Zarządu Firmy stawiania na ilość kumulacji i wysokość skumulowanych pul, a ogólnie rzecz ujmując wysokość wygranych, jest już z założenia błędna i nie uwzględniająca wszystkich psychologicznych uwarunkowań udziału w grze, a na dodatek realizowana niefachowo i nieskutecznie.
Na zakończenie wypada powtórzyć po raz kolejny:: hazard jest niewątpliwie rzeczą złą, szkodzi natomiast przede wszystkim portfelowi i nie rujnuje zdrowia tak, jak inne nałogi: alkohol czy papierosy. Jest również również pożądaną rozrywką i dostarcza budżetowi Państwa niemało kasy. I tej kasiorki mogłoby być więcej i rozrywka mogłaby być lepsza, gdyby wszyscy kierujący taką działalnością po prostu się na niej znali.
Ginący monopol
Polscy obywatele wygrali w 2008 r. w grach i loteriach TS około 1,7 mld PLN, dwa razy mniej, niż wpłacili do jego kasiorki.
Ustawa hazardowa daje Totalizatorowi Sportowemu spore szanse ekspansji. Ale ich użytkowanie może się okazać równie nieproste jak trafienie głównej wygranej w Lotto.
W 2010 roku gry liczbowe będą dostępne także za pośrednictwem Globalnej sieci , a dodatkowo telefonów komórkowych, co zainteresuje młodszą część społeczeństwa. Szukając dodatkowych źródeł dochodów, spółka wykorzysta tysiące ulokowanych w kolekturach lottomatów, za których pośrednictwem nabywcy będą mogli płacić za gaz, prąd czy telefon. Brzmi nieźle, prawda ? Czyżby państwowy monopolista w grach liczbowych szykował się do wielkiego skoku, chcąc wykorzystać radykalne zapisy ustawy hazardowej, która w ciągu paru lat ma wymieść z naszych ulic automaty do gry i postawić tamę innym formom hazardu? Niezupełnie. To garść haseł z 10- letniej strategii rozwoju Totalizatora Sportowego, nagłośnionej ponad 8 lat temu. Na fali entuzjazmu towarzyszącego dopiero co podpisanej umowie Totalizatora z amerykańską firmą GTECH, dotyczącej obsługi systemu przez Internet dla gier liczbowych, kreśliła on wizje rynkowej ekspansji.
Tak samo zresztą jak omal każdy z kolejnych prezesów tej nomenklaturowej z dawien dawna spółki.
Mamy jeszcze w pamięci huraoptymizm sprzed trzech lat Jacka Kalidy, kolejnego prezesa Totalizatora, który miał śmiałe plany utworzenia grom losowym wizerunek „cool” w młodym pokoleniu, agresywnego wejścia do Globalnej sieci Internet czy wykreowania ekscytującego show telewizyjnego, towarzyszącego losowaniom gier liczbowych. Ale podstawowym orężem w walce z odbierającymi Totalizatorowi rynek operatorami automatów do gier, tzw. jednorękich bandytów, miały być zmonopolizowane przez państwo videoloterie. W sumie podobne technicznie do automatów, tyle że połączone centralną siecią w Internecie, co pozwalałoby na precyzyjną kontrolę losowań i wygranych. Projekt niestety upadł jak nie jedno wielkie hasło kolejnych prezesów. A miało być tak pięknie, a skończyło się tak jak to w każdej sytuacji u nas bywa- czyli klapą. Bez ochrony ustawowej państwa Totalizator miałby duże problemy z prywatnymi przedsiębiorcami i każda kolejna ustawa będzie miała na celu jego ochronę, bo przecież nie zabija się krowy co daje mleko a wszakże znakomita większość zysków tej korporacji zasila państwową kasę. I raczej długo tak będzie.
Ginący monopol
Polacy wygrali w 2008 r. w grach i loteriach TS około 1,7 mld PLN, dwa razy mniej, niż wpłacili do jego kasy.
Ustawa hazardowa daje Totalizatorowi Sportowemu spore szanse ekspansji. Niemniej jednak ich korzystanie może się okazać równie nieproste jak trafienie głównej wygranej w Lotto.
W 2010 roku gry liczbowe będą dostępne też za pośrednictwem Internetu , a ponadto telefonów komórkowych, co zainteresuje młodszą część społeczeństwa. Szukając dodatkowych źródeł zysków, spółka wykorzysta tysiące ulokowanych w kolekturach lottomatów, za których pośrednictwem klienci będą mogli płacić za gaz, prąd czy telefon. Brzmi nieźle, prawda ? Czyżby państwowy monopolista w grach liczbowych szykował się do wielkiego skoku, chcąc wykorzystać radykalne zapisy ustawy hazardowej, która w ciągu kilku lat ma wymieść z naszych ulic automaty do gry i postawić tamę innym formom hazardu? Niezupełnie. To garść haseł z 10- letniej strategii rozwoju Totalizatora Sportowego, nagłośnionej ponad 8 lat temu. Na fali entuzjazmu towarzyszącego dopiero co podpisanej umowie Totalizatora z amerykańską korporacją GTECH, dotyczącej obsługi systemu online dla gier liczbowych, kreśliła on wizje rynkowej ekspansji.
Tak samo zresztą jak prawie właściwie każdy z kolejnych prezesów tej nomenklaturowej z dawien dawna spółki.
Posiadamy jeszcze w pamięci huraoptymizm sprzed trzech lat Jacka Kalidy, kolejnego prezesa Totalizatora, który miał śmiałe plany stworzenia grom losowym wizerunek „cool” w młodym pokoleniu, agresywnego wejścia do Globalnej sieci Internet czy wykreowania ekscytującego show telewizyjnego, towarzyszącego losowaniom gier liczbowych. Niemniej jednak głównym orężem w walce z odbierającymi Totalizatorowi rynek operatorami automatów do gier, tzw. jednorękich bandytów, miały być zmonopolizowane przez Wy videoloterie. W sumie podobne technicznie do automatów, tyle że połączone centralną siecią online, co pozwalałoby na precyzyjną kontrolę losowań i wygranych. Projekt niestety upadł jak nie jedno wielkie hasło kolejnych prezesów. A miało być tak pięknie, a skończyło się tak jak to należy w każdej chwili u nas bywa- czyli klapą. Bez ochrony ustawowej państwa Totalizator miałby duże problemy z prywatnymi przedsiębiorcami i każda kolejna ustawa będzie miała na celu jego ochronę, bo wszak nie zabija się krowy co daje mleko a wszak większość profitów tej firmy zasila państwową kasę. I raczej długo tak będzie.
Czy grasz w totolotka
Na 1-szy rzut oka to co tu napiszę wydaje się dziwne, niemniej jednak jak dobrze wszystko przemyślimy to wydaje się bardzo logiczne , że to, jakie są nasze szanse w ciągu tygodnia, miesiąca, czy roku całkowicie nie uzależniony jest od ilości losowań – zależy wyłącznie i tylko od ilości zawartych w tym czasie zakładów. Matematycznie posiadamy wnikliwie taką samą szansę trafienia, o ile zagramy 1 zakładem w 155 edycjach gry w roku, czy także zawrzemy 155 zakładów na jedynie jedną przemianę Lotka, w ciągu tego samego roku. Jeżeli graliśmy dotychczas regularnie powiedzmy 10 zakładami w każdej edycji gry, zawierając w miesiącu razem 90 zakładów, to po wprowadzeniu trzeciego losowania cały czas grając regularnie 10 zakładami zawrzemy w miesiącu 130 zakładów (ze stuprocentową pewnością za większe pieniądze). I tylko z tego powodu, z powodu tych dodatkowych 40 zawartych zakładów mamy 40 dodatkowych szans – a nie z powodu dodanego trzeciego losowania. Jeśli jednakże trzymając się zasady „stałego portfela” zmniejszymy jednorazową ilość zawieranych zakładów do 7 tak, by grając 13 razy w miesiącu płacić (prawie) tyle samo co poprzednio, to mimo trzech losowań nadal będziemy mieć tylko 91 szans na wygraną (7 razy 13 równa się 91), czyli (prawie) tyle samo, jak wiele przed zmianą ilości losowań. Nie zmienia to jednak faktu, że niemało osób na to się nabierze, wierząc, że przy dosłownie zmniejszonej, jednorazowej ilości zawieranych zakładów, dzięki trzem losowaniom w tygodniu mają więcej szans i dopiero praktyka wyprowadzi ich z błędu. Zwiększenie ilości edycji w tygodniu może pomimo wszystko zwiększyć nieco obroty, nie z powodu przeróbek w mechanizmie kumulacyjnym, bo na to wprowadzona zmiana nie zadziała (tak, jak sobie wyobraża Zarząd), tylko z tego powodu, że jest tych edycji po prostu więcej. Z drugiej strony należy natomiast pamiętać, że Lotek i inne gry liczbowe, to jednakże aktualnie gry, czyli zabawa, rozrywka. Informacja o kumulacji musi mieć czas dotrzeć do graczy, którzy wszakże posiadają na głowie indywidualne codzienne sprawy i dylematy i nie muszą koncentrować wątpliwości wyłącznie na totolotku. Tymczasem udział w zwiększonej ilości edycji gry wymaga od graczy większego zdyscyplinowania, z powodu krótszego czasu na zawarcie zakładów. Należy również pamiętać, że większa częstotliwość edycji gry z kumulacją, to też dalsze i szybsze spowszednienie tej atrakcji, swego rodzaju dewaluacja, a większa częstotliwość edycji gry w ogóle skłania do lekkiego traktowania terminów losowań – przyjęcia postawy: „zapomniałem zagrać dziś – no to zagram jutro”.
Wniosek z tego wszystkiego musi być niestety bardzo krytyczny: obsesyjna wręcz polityka Zarządu Firmy stawiania na ilość kumulacji i wysokość skumulowanych pul, a w ogólności wysokość wygranych, jest już z założenia błędna i nie uwzględniająca wszystkich psychologicznych uwarunkowań udziału w grze, a na dodatek realizowana niefachowo i nieskutecznie.
Na zakończenie wypada powtórzyć po raz kolejny:: hazard jest z pewnością rzeczą złą, szkodzi jednakże przede wszystkim portfelowi i nie rujnuje zdrowia tak, jak inne nałogi: alkohol czy papierosy. Jest także także pożądaną rozrywką i dostarcza budżetowi Państwa dość dużo gotówki. I tej gotówki mogłoby być więcej i rozrywka mogłaby być lepsza, gdyby wszyscy ludzie kierujący taką działalnością po prostu się na niej znali.

