Polacy na stadionach europy cz. 2
Cz. 2
Groclin i GKS Bełchatów z trudem uporały się z zakaukaskimi przeciwnikami. W drugiej rundzie zdobywca Pucharu Polski zmierzy się z kazachskim Tobołem Kostanai, a wicemistrz Polski zagra z ukraińskim Dnipro Dniepropietrowsk. Groclin posiada prawdopodobnie większe szanse, choć ma wyraźnie słabszy zespół niż Bełchatów. Być może znów w męczarniach, ale zespół Jacka Zielińskiego I najprawdopodobniej wyeliminuje Kazachów i ma możliwość liczyć na szczęście w dalszym losowaniu. Jedynie, co dalej? Wręcz jak awansuje do fazy grupowej, to będzie dostawać pieniądze za baty od zbiorowych rywali tak samo jak jakiś czas temu Amica Wronki. Gdyby to był Groclin ze składem takim jak w sezonie 2003/04, z Niedzielanem, Rasiakiem, Milą, Sobolewskim, to można by było marzyć nawet o wyjściu z grupy. Aktualnie duet Ślusarski – Sikora być może nawet dorównuje Wtorkowi i Rossiemu z tamtych lat, lecz to już niestety wszystko, reszta to ligowi przeciętniacy. Temu nie można zaprzeczyć, wystarczy stwierdzić, że ktoś taki jak Filip Ivanovski jest uważany przez działaczy tego klubu za gwiazdę.
GKS Bełchatów zdaje się być najpoważniejszą drużyną z całej trójki pucharowiczów. Pomimo straszliwych męczarni z Ameri Tbilisi chyba najbardziej trzeba wierzyć w chwili obecnej w zespół Oresta Lenczyka. Jednak smutna prawda jest taka, że siła Bełchatowa jest wprost proporcjonalna do formy (i obecności w składzie) Łukasza Garguły. To jest identyczny zawodnik jak równieżwański z Zagłębiu. Gdy go nie posiada, zespół wyraźnie słabnie. Mówię tu o Europie, bo w polskiej lidze jakoś radzą sobie wręcz bez niego, i chwała im za to. Ukraińców natomiast powinno się cenić wyżej, niż rywali Dyskobolii. Wprawdzie to nie Dynamo, czy Szachtar, niemniej jednak zespół znajdując się tuż za tą dwójką w ligowej hierarchii. I szczerze mówiąc bez Garguły raczej nie warto liczyć na korzystny rezultat. Swoją drogą z pełnym szacunkiem dla trenera Lenczyka, ale nie do pojęcia jest to, że nie ma w drużynie wartościowego zmiennika, a właściwie zmienników. Ewidentnym niedopatrzeniem było też oddanie Rafała Boguskiego do Wisły, a choćby nie znalezienie nikogo wartościowego na jego miejsce. Nie wiem, czym się kierują dziennikarze mówiąc o szerokiej kadrze GKSu. A więc jak wygląda skład drużyny bez Garguły, a również Dawida Nowaka i Mariusza Ujka? Na boisku jest trzech nominalnych defensywnych pomocników, na lewym skrzydle gra nominalnie lewy obrońca Jacek Popek, a osamotniony w ataku Carlo Costly biega i walczy, lecz sam nic raczej nie zdziała. Swoją drogą dziwie się, że wręcz tak znakomity, i chyba najbardziej aktualnie szanowany polski trener jak Lenczyk mając tak wąską kadrę, i tak używa niepotrzebne roszady. Bo jak wyjaśnić nieobecność w Tbilisi w składzie zdobywcy dwóch bramek w pierwszym meczu Dariusza Pietrasiaka?
Nasuwa się co niemiara pytań, całe mnóstwo sugestie, a prawda nadal okazuje się niestety smutna. Z drugiej strony można rzec, iż nie ma się co wgłębiać w szczegóły, wyłącznie liczyć na co najmniej ambitną grę naszych reprezentantów w Europie i zwyczajnie im kibicować, a na poprawę liczyć już wkrótce. Po rzekomych zmianach prawnych dotyczących warsztaty piłkarze w Polsce.
Niezbędna rewolucja
Na dzień dzisiejszy licząc od samej góry posiadamy 9 poziomów ligowych, a licząc z występującymi na Podhalu klasami C, nawet 10. Jeszcze klika lat temu tamtejsza klasa C znajdowała się wyżej, bo na 8 poziomie ligowym, tam gdzie w chwili obecnej posiadamy klasę A.
Tak. Na dzień dzisiejszy klasa A, przynajmniej w naszym okręgu jest ósmym poziomem ligowym. Wszystko dla tego, że na przestrzeni zaledwie kliku lat wprowadzano, co raz to nowsze reorganizację. I tak z dawniejszego kształtu: I, II, III, IV, V (klasa okręgowa), klasa A, klasa B, klasa C, zrobiło się właśnie Ekstraklasę, I, II, III, IV, V, VI (klasa okręgowa), klasa A, klasa B, klasa C. A zatem o dwa poziomy więcej (Ekstraklasa i V liga). Po sezonie 2010/2011 V liga zostanie, co prawda zlikwidowana, ale wciąż nie zmieni to najdziwniejszego, że w okręgówce cały czas, co sezon wymieniona zostanie, co najmniej połowa drużyn.
Dlaczego? Obecnie pod ligę okręgowa na naszym terenie podlega aż cztery klasy A. Dodając do tego jeszcze baraże dla wicemistrzów, okazuje się że do wyższej ligi awansować musi aż sześciu beniaminków, co oznacza rok rocznie kolosalne przewroty.
Doskonałym, choć raczej nie do zrealizowania pomysłem było aby połączenie klas A. I tak proponowałbym połączyć klasę A Limanowską z Podhalańską a Gorlicką z Sądecką. Rozwiązanie takie w dużym stopniu zwiększyłoby poziom sportowy w klasach A i zredukowałoby ilość drużyn objętych upowszechnianiem do ligi okręgowej, której poziom tym samym też zostałby podniesiony. Następnie pod każdą klasą A powinny znajdować się po dwie B klasy, czyli łącznie cztery z podziałem terytorialnym znanym z obecnych klas A. Taki podział umożliwiłby również stworzenie klasy C.
W ten metodę poziom sportowy zostałby zwiększony. Dla klubów różnica polegałaby tylko na tym, że zmieniłyby się tylko nazwy lig, w których występują (obecna klasa A była by klasą B, a klasa B klasa C itp.) Taki podział pozwoliłby również w ogromnym stopniu ograniczyć koszty. Wiadomo ze transfer zawodnika w klasie C, lub tzw. wpisowe jest tańsze niż w klasie A.
Nad powyższym pomysłem już dyskutowano rok temu. Wówczas jednakże zastanawiano się nad stworzeniem dwóch lig okręgowych. Pytanie jedynie, po co, skoro równie dobrze mogą być to A klasy, gdzie wszystko jest tańsze, a poziom ligowy bardzo podobny.
Nasi w europie cz. 1
Cz. 1
W Europie sezon piłkarski na dobre jeszcze się nie rozpoczął. Spora większość tych najlepszych lig europejskich nadal czeka na start. W Polsce rozgrywki już rozpoczęte. Rozpoczęte w atmosferze afer i skandali, zamieszania i chaosu. Lecz nad tym nie posiada się, co rozpisywać, bo powiedziano już w zasadzie wszystko na ten temat. Jednak przykłady drużyn reprezentujących nas w europejskich pucharach uświadamiają w przekonaniu, że jeszcze jakiś czas będziemy gonić tą najlepszą piłkarską Europę. Wejście do naszego polskiego bagienka Leo Beenhakkera było małym światełkiem w tunelu, który jeszcze dłuuuugo będzie się ciągnął. Lecz nie będę się roztkliwiał nad problemami szkolenia młodzieży, baz treningowych, organizacji i tego wszystkiego co u nas jest nie w porządku. Mianowicie jest to ostatni moment, w którym można rozważyć szanse naszych wszystkich drużyn w europejskich pucharach, bowiem już niedługo jedna drużyna ma możliwość się z nimi pożegnać. Chodzi mi z całą pewnością o Zagłębie Lubin, które po porażce 0:1 na własnym boisku ze Steauą Bukareszt ma już mniej szans na awans do 3. fazy eliminacji do Ligi Mistrzów.
W czym można upatrywać szansy na zwycięstwo Zagłębia w Bukareszcie? Ano z pewnością w tym, że wicemistrzowie Rumunii w tym pierwszym meczu wcale nie pokazali rewelacyjnej piłki i z tego można wnioskować, iż są w naszym zasięgu. Miedziowi mogą wygrać, jeżeli Ci zawodnicy zagrają absolutnie na maksa. Jednak z reguły trenerzy i zawodnicy przed meczem w każdym momencie posługują się takowymi ogólnikami, że muszą zagrać na 100 % swych sposobów. I z reguły boisko pokazuje smutną prawdę o tym, że zaangażowania naszym piłkarzom niestety brakuje. Przed meczem Czesław Michniewicz był dość niewątpliwy siebie, informował media, że rozpracował rumuński zespół i wie o nich prawie że wszystko, a też skrupulatnie wymyślał taktykę założoną specjalnie na Steauę. Szkoda wyłącznie, że tych wymagań piłkarze wcale nie potrafili zrealizować na boisku. Dlatego więc można się łudzić o niespodziankę, gdyż Steaua jest już parę lat przed mistrzami Polski. Nie mówię co prawda o latach świetlnych, niemniej jednak w europejskiej hierarchii zespół Pawła Golańskiego w tym momencie osiągnął wręcz wyższy poziom niż do niedawna Wisła Kraków, o dawnym Groclinie już nie wspominając.
Niby patrząc na nazwiska możemy posiadać wręcz spore nadzieje na awans mistrzów Polski. Zagłębie posiada wielu przyzwoitych zawodników. W bramce posiada pewnego Czecha Michała Vaclavika, obroną sterują solidni Michał Stasiak i Manuel Arboleda, na bokach obrony młody i perspektywiczny Grzegorz Bartczak i wypożyczony z Benfiki Lizbona Tiago, w pomocy niekwestionowanym liderem jest Maciej Iwański mający z tyłu Mateusza Bartczaka i wspomagany przez skrzydłowych Wojciecha Łobodzińskiego i Roberta Kolendowicza, a w ataku Michniewicz ma Michała Chałbińskiego, Piotra Włodarczyka, a też nowo pozyskanego Brazylijczyka Nunesa. I chyba jedynie, jeśli Zagłębie wybiegnie w takim składzie, może liczyć na awans. Wiemy, że Rui Miguel Gomes i Michał Goliński w pierwszym meczu się nie sprawdzili a dopiero wejście Łobodzińskiego i Kolendowicza poprawiło grę lubinian. Dla niektórych sprawa personaliów jest oczywista, ale trenerzy lubią mieszać w składzie, czego najdobitniejszym przykładem jest Paweł Janas i jego skład na mundial.
Czy brak decyzji to opinia?
Powiadają, że brak wyborów jest gorszy niż nienajlepsza decyzja. Nie wiem, czy za takie niedostatki nie zapłaci męska reprezentacja Polski w siatkówce, w przyrównaniu do której zderzyła się pochopność w odebraniu statusu selekcjonera Danielowi Castellaniemu i niecodzienne zwlekanie z nominacją jego następcy.
Na mój gust najpierw zrobiono źle (zwalniając Argentyńczyka), a następnie zrobiono jeszcze gorzej, nie robiąc nic. Ale tak to bywa, gdy głowy się grzeją, gdy komuś spieszno do zmian, w szczególności wtedy, kiedy ukrytym ich zamiarem jest ugranie w nowych okolicznościach czegoś dla siebie. Nerwowe przebieranie nogami zaczęło się już w listopadzie, kiedy okazało się, że ani jedna osoba z trenerskiej pierwszej ligi nie kwapi się specjalnie do pracy z naszymi reprezentantami, bo po prostu jest zajęty. A na niespełna dwa lata przed igrzyskami olimpijskimi zajęty jest prawie każdy, który coś potrafi. Można i należy było przewidzieć tę sytuację, kiedy Castellaniemu – z nie do końca jasnych przyczyn – pokazano drzwi.
Kolejka, która ustawiała się z drugiej ich strony, była pewnie długa, niemniej jednak to ewidentne, bo przenigdy nie jest tak, aby na rynku zabrakło chętnych do dobrze płatnej roboty z zawodnikami, o których wiadomo, że umieją sporo. Ryzyko wpadki totalnej jest niewielkie, a jak się nie uda osiągnąć sukcesu, to trudno. Ten i ów co najwyżej sobie poszczeka; w przyszłości i tak idzie się własną drogą. A przy tym, skoro spuszczono takich fachowców, jak Lozano i Castellani, to nie będzie wielkim wstydem, jak powieli się ich drogę.
Po odrzuceniu ofert trenerów zagranicznych, wskazanie na Jacka Nawrockiego – jako kolejnego szefa polskich siatkarzy – jest oczywistym krzykiem rozpaczy. Nie dlatego, że Nawrocki jest słaby, lecz dlatego, że psychicznie pewnie nawet jedna osoba na taką ewentualność w momencie wyrzucania Castellaniego przygotowany nie był. Ani zwalniający, ani sam Nawrocki, który notabene w prostej linii wywodzi się ze szkoły Argentyńczyka (pracował z nim jako drugi trener w Skrze Bełchatów). No! Skoro ostatecznie zdecydowano się na taki wariant, można go było zastosować wkrótce po tym, jak uznano, że intencja pracy Castellaniego w perspektywie igrzysk w Londynie jest do kitu. Byłoby jakby sensowniej i przejrzyściej, a naród miałby złudzenie, że władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej działają w zgodzie z jakąś logiką. O wyborów podejmowanej w połowie stycznia powiedzieć tego już się nie da.
Konieczne przemiany
Na dzień dzisiejszy licząc od samej góry posiadamy 9 poziomów ligowych, a licząc z występującymi na Podhalu klasami C, dosłownie 10. Jeszcze klika lat temu tamtejsza klasa C znajdowała się wyżej, bo na 8 poziomie ligowym, tam gdzie teraz mamy klasę A.
Tak. Współcześnie klasa A, co najmniej w naszym okręgu jest ósmym poziomem ligowym. Wszystko dla tego, że na przestrzeni zaledwie kliku lat wprowadzano, co raz to nowsze reorganizację. I tak z dawniejszego kształtu: I, II, III, IV, V (klasa okręgowa), klasa A, klasa B, klasa C, zrobiło się aktualnie Ekstraklasę, I, II, III, IV, V, VI (klasa okręgowa), klasa A, klasa B, klasa C. A zatem o dwa poziomy więcej (Ekstraklasa i V liga). Po sezonie 2010/2011 V liga zostanie, co prawda zlikwidowana, niemniej jednak cały czas nie zmieni to najdziwniejszego, że w okręgówce nadal, co sezon wymieniona zostanie, co najmniej połowa drużyn.
Dlaczego? Współcześnie pod ligę okręgowa na naszym terenie podlega aż cztery klasy A. Dodając do tego jeszcze baraże dla wicemistrzów, okazuje się że do wyższej ligi awansować musi aż sześciu beniaminków, co oznacza rok rocznie kolosalne przewroty.
Idealnym, choćby raczej nie do zrealizowania pomysłem było by połączenie klas A. I tak proponowałbym połączyć klasę A Limanowską z Podhalańską a Gorlicką z Sądecką. Rozwiązanie takie znacząco zwiększyłoby poziom sportowy w klasach A i zredukowałoby ilość drużyn objętych upowszechnianiem do ligi okręgowej, której poziom tym samym także zostałby podniesiony. Następnie pod każdą klasą A powinny znajdować się po dwie B klasy, czyli łącznie cztery z podziałem terytorialnym znanym z obecnych klas A. Taki podział umożliwiłby także stworzenie klasy C.
W ten metodę poziom sportowy zostałby zwiększony. Dla klubów różnica polegałaby jedynie na tym, że zmieniłyby się jedynie nazwy lig, w których występują (obecna klasa A była ażeby klasą B, a klasa B klasa C i tak dalej.) Taki podział pozwoliłby też w znacznym stopniu ograniczyć koszty. Wiadomo ze transfer zawodnika w klasie C, albo tzw. wpisowe jest tańsze niż w klasie A.
Nad powyższym pomysłem już dyskutowano rok temu. Wtedy jednak zastanawiano się nad stworzeniem dwóch lig okręgowych. Pytanie tylko, po co, skoro równie dobrze mogą być to A klasy, gdzie wszystko jest tańsze, a poziom ligowy taki sam.
Polska a europa cz. 1
Cz. 1
W Europie sezon piłkarski na dobre jeszcze się nie rozpoczął. Znacząca większość tych najlepszych lig europejskich wciąż czeka początkowo. W Polsce rozgrywki już rozpoczęte. Rozpoczęte w atmosferze afer i skandali, zamieszania i chaosu. Lecz nad tym nie posiada się, co rozpisywać, bo powiedziano już w zasadzie wszystko na ten temat. Jednak przykłady drużyn reprezentujących nas w europejskich pucharach uświadamiają w przekonaniu, że jeszcze jakiś czas będziemy gonić tą najlepszą piłkarską Europę. Wejście do naszego polskiego bagienka Leo Beenhakkera było małym światełkiem w tunelu, który jeszcze dłuuuugo będzie się ciągnął. Lecz nie będę się roztkliwiał nad problemami szkolenia młodzieży, baz treningowych, organizacji i tego wszystkiego co u nas jest nie w porządku. Mianowicie jest to ostatni moment, w którym można analizować szanse naszych wszystkich drużyn w europejskich pucharach, bowiem już niedługo jedna drużyna może się z nimi pożegnać. Chodzi mi ze 100% pewnością o Zagłębie Lubin, które po porażce 0:1 na własnym boisku ze Steauą Bukareszt ma już mniej szans na awans do 3. fazy eliminacji do Ligi Mistrzów.
W czym można upatrywać szansy na zwycięstwo Zagłębia w Bukareszcie? Ano ze 100% pewnością w tym, że wicemistrzowie Rumunii w tym pierwszym meczu wcale nie pokazali rewelacyjnej piłki i z tego można wnioskować, iż są w naszym zasięgu. Miedziowi mogą wygrać, jeżeli już Ci zawodnicy zagrają absolutnie na maksa. Jednak z reguły trenerzy i zawodnicy przed meczem w każdej chwili posługują się takowymi ogólnikami, że muszą zagrać na 100 % swych sposobności. I z reguły boisko przekazuje smutną prawdę o tym, że zaangażowania naszym piłkarzom niestety brakuje. Przed meczem Czesław Michniewicz był dość bezdyskusyjny siebie, informował media, że rozpracował rumuński zespół i wie o nich prawie że wszystko, a również skrupulatnie wymyślał taktykę założoną specjalnie na Steauę. Szkoda jedynie, że tych założeń piłkarze wcale nie potrafili zrealizować na boisku. Dlatego więc można się łudzić o niespodziankę, gdyż Steaua jest już parę lat przed mistrzami Polski. Nie mówię co prawda o latach świetlnych, ale w europejskiej hierarchii zespół Pawła Golańskiego aktualnie osiągnął wręcz wyższy poziom niż do niedawna Wisła Kraków, o dawnym Groclinie już nie wspominając.
Niby patrząc na nazwiska możemy mieć wręcz spore nadzieje na awans mistrzów Polski. Zagłębie ma wielu przyzwoitych zawodników. W bramce ma pewnego Czecha Michała Vaclavika, obroną sterują solidni Michał Stasiak i Manuel Arboleda, na bokach obrony młody i perspektywiczny Grzegorz Bartczak i wypożyczony z Benfiki Lizbona Tiago, w pomocy niekwestionowanym liderem jest Maciej Iwański mający z tyłu Mateusza Bartczaka i wspomagany poprzez skrzydłowych Wojciecha Łobodzińskiego i Roberta Kolendowicza, a w ataku Michniewicz ma Michała Chałbińskiego, Piotra Włodarczyka, a też nowo pozyskanego Brazylijczyka Nunesa. I chyba wyłącznie, jeśli Zagłębie wybiegnie w takim składzie, ma możliwość liczyć na awans. Wiemy, że Rui Miguel Gomes i Michał Goliński w pierwszym meczu się nie sprawdzili a dopiero wejście Łobodzińskiego i Kolendowicza poprawiło grę lubinian. Dla niektórych sprawa personaliów jest oczywista, ale trenerzy preferują mieszać w składzie, czego najdobitniejszym przykładem jest Paweł Janas i jego skład na mundial.
Kto tak zawalił
Powiadają, że brak decyzji jest gorszy niż nie dobra decyzja. Nie wiem, czy za takie niedostatki nie zapłaci męska reprezentacja Polski w siatkówce, w porównaniu do której zderzyła się pochopność w odebraniu statusu selekcjonera Danielowi Castellaniemu i niecodzienne zwlekanie z nominacją jego następcy.
Na mój gust najpierw zrobiono źle (zwalniając Argentyńczyka), a następnie zrobiono jeszcze gorzej, nie robiąc nic. Niemniej jednak tak to bywa, gdy głowy się grzeją, gdy komuś spieszno do zmian, w szczególności wówczas, kiedy ukrytym ich zamiarem jest ugranie w nowych okolicznościach czegoś dla siebie. Nerwowe przebieranie nogami zaczęło się już w listopadzie, kiedy okazało się, że ani jedna osoba z trenerskiej pierwszej ligi nie kwapi się specjalnie do pracy z naszymi reprezentantami, bo zwyczajnie jest zajęty. A na niespełna dwa lata przed igrzyskami olimpijskimi zajęty jest właściwie każdy, który coś potrafi. Można i trzeba było przewidzieć tę sytuację, kiedy Castellaniemu – z nie do końca jasnych przyczyn – pokazano drzwi.
Kolejka, która ustawiała się z drugiej ich strony, była pewnie długa, ale to oczywiste, bo nigdy nie jest tak, by na rynku zabrakło chętnych do dobrze płatnej roboty z zawodnikami, o których wiadomo, że potrafią niemało. Ryzyko wpadki totalnej jest niewielkie, a jak się nie uda osiągnąć sukcesu, to nieprosto. Ten i ów co najwyżej sobie poszczeka; w przyszłości i tak idzie się swoją drogą. Poza tym, skoro spuszczono takich specjalistów, jak Lozano i Castellani, to nie będzie wielkim wstydem, jak powieli się ich drogę.
Po odrzuceniu ofert trenerów zagranicznych, wskazanie na Jacka Nawrockiego – jako kolejnego szefa polskich siatkarzy – jest oczywistym krzykiem rozpaczy. Nie dlatego, że Nawrocki jest słaby, lecz dlatego, że psychicznie pewnie nawet jedna osoba na taką ewentualność w momencie wyrzucania Castellaniego przygotowany nie był. Ani zwalniający, ani sam Nawrocki, który notabene w prostej linii pochodzi ze szkoły Argentyńczyka (pracował z nim jako drugi trener w Skrze Bełchatów). No! Skoro ostatecznie zdecydowano się na taki wariant, można go było zastosować wkrótce po tym, jak uznano, że intencja pracy Castellaniego w perspektywie igrzysk w Londynie jest do kitu. Byłoby jakby sensowniej i przejrzyściej, a naród miałby złudzenie, że władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej działają w zgodzie z jakąś logiką. O decyzji podejmowanej w połowie stycznia powiedzieć tego już się nie da.
Co się przydarzy
Póki co mamy wczasy, wszak zarazem najgorętszy czas znudzony całym mnóstwem emocji. Kilka lat temu przeżywaliśmy prawdziwy wstrząs który w moim własnym odczuciu możemy przyrównać aż do znanej nam ekstazy.
Pewnego pięknego poranka włączam pudło, potem przerzucam w poszukiwaniu odpowiedniego kanału oraz na co trafiam? Proste: na mecz piłkarski.
Żadna to objawienie, każdy spośród nas żyje tym na co dzień względnie przynajmniej kiedyś na nieco tygodni.
Figa by w tym dziwnego nie było jeżeli nie zdziwienie jakie mnie pobudziło do myślenia. Niezwykłe, prawdziwość? Rozgarnięty homo sapiens? Skąd my owo znamy?
Sprawozdawca radiowy wykonywał swoją pracę, oraz moja osoba przecierałem oczy ze zdumienia. Mateja Kežman, Petr Cech, Aleksiej Smiertin? To jakiś mecz charytatywny ? pomyślałem? Nie, to Abramowicz i jego ? nowa Chelsea ?
Od razu pobiegłem do ojca i jak jakiś nieświadomy życia dzieciak poinformowałem go do czego do doszło na angielskim rynku transferowym. Jaka była jego riposta? Zapytał kogo kupiła Wisła? Zaś kogo to nie pamiętam, bo? Gdyż Chelsea wzbogaciła się kimś wartościowszym, kimś który puder zapewnić przyszłe sukcesy także skonstruować londyńską potęgę niby XXI wieku. Tym kimś był ? prosty niedojrzały ? spośród Portugalii ? Jose Mourinho.
Dziś, przeglądając internetowe portale wprzódy nie przecieram oczek, poprzednio nie biegnę do ojca, aby oznajmić mu kim wzbogaciła się Chelsea, a o Wiśle to wcześniej generalnie nie wspominam. Współcześnie, ot tak wymagam od momentu Abramowicza iżby sprowadzał wartościowych graczy takich, którzy drugi raz będą mili szansę powalczyć o niezdobyte jako do tej pory przez londyńczyków, fant zbyt sukces w Lidze Mistrzów. Boże, jak bardzo bym tego chciał. Wy podobnie, wiem…
Piłka
Szukasz strony WWW z faktami związanej z: piłka. Dobrze się składa dlatego że strona internetowa: piłka to wspaniałe źródło ciekawostek na temat: piłka Znajdziesz na tej stronie gorące wiadomości z kraju oraz ze świata. Strona internetowa ilustruje zapierające dech i najnowsze ciekawostki z eteru,telewizji , magazynów i gazet. Każdy fakt ozdabia poglądowe fotki i możność komentowania. Będziemy wdzięczni za wyrażenie swojej opinii. Staramy się aby ciekawostki były jak najbardziej sprawdzone, jeśli jednak spostrzeżesz jakiś drobny błąd, ostrzeż nas przez formularz dostępny na naszej stronie internetowej. Wszystko to w jednym miejscu na stronie: http://www.sport.epinie.pl bez żadnego ściemniania, same ciekawostki. Zapraszamy, wejdź do nas.
Polacy na stadionach europy cz. 1
Cz. 1
W Europie sezon piłkarski na dobre jeszcze się nie rozpoczął. Znacząca większość tych najlepszych lig europejskich nadal czeka na start. W Polsce rozgrywki już rozpoczęte. Rozpoczęte w atmosferze afer i skandali, zamieszania i chaosu. Lecz nad tym nie posiada się, co rozpisywać, bo powiedziano już w zasadzie wszystko na ten temat. Jednakże przykłady drużyn reprezentujących nas w europejskich pucharach uświadamiają w przekonaniu, że jeszcze jakiś czas będziemy gonić tą najlepszą piłkarską Europę. Wejście do naszego polskiego bagienka Leo Beenhakkera było małym światełkiem w tunelu, który jeszcze dłuuuugo będzie się ciągnął. Lecz nie będę się roztkliwiał nad problemami kursy młodzieży, baz treningowych, organizacji i tego wszystkiego co u nas jest nie w porządku. Mianowicie jest to ostatni moment, w którym można prześledzić szanse naszych wszystkich drużyn w europejskich pucharach, bowiem już niedługo jedna drużyna może się z nimi pożegnać. Chodzi mi ze stuprocentową pewnością o Zagłębie Lubin, które po porażce 0:1 na własnym boisku ze Steauą Bukareszt ma już mniej szans na awans do 3. fazy eliminacji do Ligi Mistrzów.
W czym można upatrywać szansy na zwycięstwo Zagłębia w Bukareszcie? Ano ze 100% pewnością w tym, że wicemistrzowie Rumunii w tym pierwszym meczu wcale nie pokazali rewelacyjnej piłki i z tego można wnioskować, iż są w naszym zasięgu. Miedziowi mogą wygrać, jeżeli wszyscy zawodnicy zagrają absolutnie na maksa. Jednak z reguły trenerzy i zawodnicy przed meczem w każdej sytuacji posługują się takowymi ogólnikami, że muszą zagrać na 100 % swych możliwości. I z reguły boisko pokazuje smutną prawdę o tym, że zaangażowania naszym piłkarzom niestety brakuje. Przed meczem Czesław Michniewicz był dość ewidentny siebie, informował media, że rozpracował rumuński zespół i wie o nich niemal wszystko, a także skrupulatnie wymyślał taktykę założoną specjalnie na Steauę. Szkoda jedynie, że tych wymagań piłkarze wcale nie potrafili zrealizować na boisku. Dlatego zatem można się łudzić o niespodziankę, gdyż Steaua jest już parę lat przed mistrzami Polski. Nie mówię co prawda o latach świetlnych, ale w europejskiej hierarchii zespół Pawła Golańskiego w chwili obecnej osiągnął dosłownie wyższy poziom niż do niedawna Wisła Kraków, o dawnym Groclinie już nie wspominając.
Niby patrząc na nazwiska możemy mieć dosłownie spore nadzieje na awans mistrzów Polski. Zagłębie ma wielu przyzwoitych zawodników. W bramce ma pewnego Czecha Michała Vaclavika, obroną sterują solidni Michał Stasiak i Manuel Arboleda, na bokach obrony młody i perspektywiczny Grzegorz Bartczak i wypożyczony z Benfiki Lizbona Tiago, w pomocy niekwestionowanym liderem jest Maciej Iwański mający z tyłu Mateusza Bartczaka i wspomagany przez skrzydłowych Wojciecha Łobodzińskiego i Roberta Kolendowicza, a w ataku Michniewicz posiada Michała Chałbińskiego, Piotra Włodarczyka, a także nowo pozyskanego Brazylijczyka Nunesa. I prawdopodobnie wyłącznie, jeżeli Zagłębie wybiegnie w takim składzie, ma możliwość liczyć na awans. Wiemy, że Rui Miguel Gomes i Michał Goliński w pierwszym meczu się nie sprawdzili a dopiero wejście Łobodzińskiego i Kolendowicza poprawiło grę lubinian. Dla niektórych sprawa personaliów jest oczywista, niemniej jednak trenerzy lubią mieszać w składzie, czego najdobitniejszym przykładem jest Paweł Janas i jego skład na mundial.

